..i okolice w słowach, obrazach, wspomnieniach.

Baltona – Wielki świat w małym mieście

 

Dla niektórych szara codzienność PRL to ciągle świeże wspomnienie, dla innych prehistoria. I jednym i drugim chcemy przypomnieć jeden z najbardziej charakterystycznych sochaczewskich sklepów, a mianowicie kultową „Baltonę”. Swoimi wspomnieniami sprzed trzech dekad podzieliła się z nami Bożenna Jędrzejewska, pracująca kiedyś w niej jako kierownik.

 

Najpierw „Baltona” mieściła się w wynajmowanej siedzibie przy ul. Warszawskiej – w trzecim budynku za halami, patrząc od strony skrzyżowania z ul. 1 Maja. Później sklep przeniósł się na al. 600-lecia (obecnie w tym budynku działa sklep spożywczy sieci „Lux”). Główna dyrekcja „Baltony” miała natomiast swoją siedzibę w Warszawie i stamtąd do Sochaczewa trafiał cały towar.

  • Od strony organizacyjnej nowej placówki, to Baltona zawarła umowę z naszym PSS „Społem”, w którym wtedy pracowałam. Stamtąd przeszłam do powstającego sklepu, pozostając formalnie pracownikiem PSS. Z kolei kasjerki i ekspedientki zatrudniała bezpośrednio centrala. Sam sklep otworzono u nas dość późno, bo pod koniec lat 80-tych. Dużo wcześniej zaczął działać „Pewex”, który mieścił się w budynku na rogu obecnych ulic Kaczorowskiego i 1 Maja – opowiada Bożenna Jędrzejewska.

„Baltona” miała charakter wielobranżowy. W ofercie znajdował się sprzęt RTV i AGD, zabawki, słodycze, alkohole i kosmetyki. Prawdziwym hitem była szeroko pojęta „elektronika”. W sklepie tym można było kupić sprzęt topowych wtedy marek takich jak Otkake, Hitachi, Sony i innych, niedostępnych w zwykłych sklepach.

  • Mieliśmy też kasety magnetowidowe i magnetofonowe, zabawki, w tym Barbie i Lego, które „szły” głównie przed Bożym Narodzeniem, różnorodne trunki, kawy, herbaty, słodycze, w zachwycających papierkach. Batoniki gumy, czekolady w ogóle nie przypominały tych, które znaliśmy z półek sklepowych. Podobnie kosmetyki – perfumy, pudry, mascary, toniki i inne produkty wprowadzały powiew innego, eleganckiego świata. – mówi Bożenna Jędrzejewska. – Pierwszy raz mieliśmy wtedy testery, a co za tym idzie styczność z wieloma kultowymi zapachami, np. Chanel nr 5 czy męskie Opium. Perfumy były oczywiście bardzo kosztowne, flakonik kosztował średnio 50 dolarów, za to ich jakość była bardzo wysoka. Wystarczała niewielka ilość by zapach utrzymywał się bardzo długo. Co do alkoholi to wiele osób kupowało wódkę żytnią w cenie1,10 dolara. Rzadko, ale zdarzali się amatorzy luksusowych trunków, takich jak prawdziwy koniak. Rarytas ten kosztował bowiem aż 100 dolarów.

Na początku w „Baltonie” zakupy robili nieliczni, głównie ci którzy pracowali za granicą. Z czasem na rynku pojawiły się kantory, ale i tak trzeba było mieć spory zapas gotówki żeby kupić w nich odpowiednią ilość zagranicznej waluty. Przelicznik cen w „Baltonie” może wydawać się dla współczesnego klienta szokujący.

– Na przykład telewizor kosztował około 50 dolarów, a przeciętna pensja wynosiła dziesięć, może kilkanaście dolarów – mówi Bożenna Jędrzejewska. – Nic więc dziwnego że zakupy w Baltonie były dla wielu wielkim wydarzeniem. Równie wiele osób przychodziło do sklepu po prostu popatrzeć na asortyment. Sporo osób robiło też symboliczne zakupy. Około 25 centów kosztowały batoniki, których mieliśmy multum. Tak naprawdę nawet te drobne słodycze wcale nie były tanie i nie każdego było stać na takie małe przyjemności regularnie. Wieli klientów zatrzymywało się u nas przejazdem. Ja osobiście tego nie widziałam, bo jako kierownik spędzałam wiele czasu na zapleczu, ale moje pracownice mówiły że pojawiały się znane twarze, np. aktor Wiesław Gołas.

Nasza rozmówczyni pamięta, że ze względu na wartość towaru w sklepie, praca w Baltonie stanowiła duże obciążenie psychiczne. Konieczne były ciągłe remanenty i liczenie towaru.

– Z tyłu mieliśmy magazyn do którego wchodziło się i wychodziło z użyciem szyfru. Towar który był tam zgromadzony wart był wtedy majątek. Kiedy poznawałyśmy ceny niektórych rzeczy wręcz czułyśmy jakby rósł nam garb. Bardzo bałyśmy się tego, że ktoś coś ukradnie i będziemy musiały zwracać pieniądze. Na szczęście nigdy do tego nie doszło. Mieliśmy kiedyś jedynie nieudaną próbę włamania – usłyszeliśmy. – Stres był olbrzymi, jednak z drugiej strony warunki pracy były bardzo dobre, mogłyśmy poznać inne zasady zarządzania i promocji marki. W „Baltonie” wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Nawet nasze jednakowe, służbowe mundurki. Czego nauczyła mnie ta praca? Przywiązuję dużą wagę do jakości, nie inwestuje w byle jakie produkty. Co ciekawe, nigdy nie kuszą mnie opakowania na sklepowych półkach. Jak by nie były ładne wiem, że to tylko kolorowy papierek.

O Baltonie słów kilka

W roku 1946 w Gdyni powołano spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością „Baltona”. Jej główną działalnością było zaopatrywanie statków.  Od 1955 przedsiębiorstwo zaczęło zaopatrywać również polskie placówki dyplomatyczne za granicą. Rok później rozpoczęła się sprzedaż detaliczną w sklepach dla marynarzy oraz na przejściach granicznych. Zadaniem firmy było również zaopatrywanie samolotów, portów lotniczych, a nawet wypraw naukowych. Od 1977 przedsiębiorstwo działało już jako centrala handlu zagranicznego, prowadząca własną działalność eksportową na tzw. małe rynki, tj. Watykan, Wyspy Karaibskie, Maltę, Wyspy Kanaryjskie.

Sklepy detaliczne „Baltony” w PRL umożliwiały legalne zakupy towarów importowanych osobom, które zatrudnione były za granicą i otrzymywały wynagrodzenie lub jego część w dewizach. Dotyczyło to w szczególności: marynarzy, dyplomatów czy personelu latającego LOT-u. W tamtych czasach na potrzeby Baltony drukowano bony baltonowskie (Marynarskie Bony Towarowe), których wartość podawana była w dolarach. W 1984 przedsiębiorstwo zostało przekształcone w spółkę akcyjną pod nazwą Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego Baltona S.A. z siedzibą w Gdyni. Od tego czasu organizowana była też sieć sklepów, która w 1989 liczyła ok. 260 placówek w całym kraju. Obecnie „Baltona” nadal funkcjonuje na rynku międzynarodowym w obszarze obsługi pasażerów na lotniskach i przejściach granicznych, zaopatrzenia statków w portach morskich i placówek dyplomatycznych.

Agnieszka Poryszewska

2 Responses to Baltona – Wielki świat w małym mieście

  • Odtwarzacz kaset video Otake kosztował 249$.
    Samochodzik z Matchboxa kosztował dolara.
    Dolar w tym czasie kosztował 9500zł.

  • Nienawidziłem ich! Podobnie jak Pewexów! Z jednej strony dawały komuchom zastrzyk gotówki w dolarach, a z drugiej pokazywały jak żyją inni, a jaką siermięgą jest socjalizm. Czyli nie były ani dobre ani złe, ale i tak ich nienawidziłem.

Pozostaw odpowiedź Bieszczu Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *