..i okolice w słowach, obrazach, wspomnieniach.

Zawisza nad Bzurą

W tym roku oprócz ścierających się rycerzy, publika i organizatorzy zmagali się także, uzbrojeni w parasole zamiast mieczy i osłonięci nie zbrojami, lecz płaszczami przeciwdeszczowymi, z nieprzychylną aurą…

Lecz na darmo potoki deszczu nacierały na wiekowe mury zamku! Obrońcy przyszli tak licznie pomimo niedogodności, że deszcz po kilku godzinach poszedł zawstydzony precz, niewiele wskórawszy. Ja sam, ze swoim synem, który dzielnie przystąpił do zadań przygotowanych przez gospodarzy, wytrwale mu sekundowałem, użyczając chwilami rodzicielskiej osłony w postaci parasola.

Od razu muszę pochwalić organizatorów, że pomimo sukcesu przyjętej formuły imprezy nie osiedli na laurach i nie zafundowali uczestnikom, pomimo wykorzystania stałych jej elementów, kalki poprzednich. Zabawy były ciut inne, a w domu porównałem je sobie, dysponując zdobytymi przez mojego syna glejtami rycerskimi z trzech ostatnich lat. Również kramy i stoiska pojawiły się nowe – można było np. wcielić się pod okiem mistrza w rolę średniowiecznego skryby, zasiąść przy skryptorium i ćwiczyć umiejętności posługiwania się piórem.

Stoisko Skryptorium cysterskiego w Pelplinie. Na zdjęciu skryba, Pan Grzegorz Kilian udziela lekcji średniowiecznej kaligrafii.

 

Taka oto księga była efektem mozolnej pracy średniowiecznych skrybów.

Wiele rozrywki dostarczyły tzw. zabawy plebejskie, czyli rozrywki prostego ludu, który pośród ciężkich trudów dnia powszedniego też, jakowąś krotofilą pragnął go urozmaicić.

Po wykonanych zadaniach, obładowani pamiątkowymi zdobyczami, a można było sobie nawet wybić własną monetę, zasiedliśmy do przepysznej grochówki, którą latorośl moja spałaszowała z niezwykłym apetytem.

A wieczorem, przy blasku pochodni odbył się pojedynek, gromady rycerskie stanęły w szranki w ciemnościach, spowitych dodatkowo jakimiś czarodziejskimi oparami.

Gdy wojna zakonowi została wypowiedziana, korowód z pochodniami ruszył na wzgórze zamkowe.

Imprezę uświetnił występ Lombelico del Mondo.

Chwila skupienia…

I zacięty pojedynek w ciemnościach! Aż iskry leciały.

Organizator imprezy – Łukasz Popowski, podczas pożegnalnego przemówienia.

Reasumując – była to jedna z lepiej zorganizowanych imprez tego roku. Cieszy fakt, że zaczyna ściągać osoby spoza Sochaczewa – po rozmowie z Marcinem Prengowskim dowiedziałem się, że pojawiają się nawet przybysze ze stolicy.

Radosław Jarosiński

One Response to Zawisza nad Bzurą

  • Odpowiednia reklama ściąga ciekawskich z daleka. Szacunek dla organizatorów, że nie powielają odsłon imprezy, gratulacje za zdobycie tylu dyplomów. Będzie co wspominać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *