..i okolice w słowach, obrazach, wspomnieniach.

Dzieje Ignacego Dworzańskiego

Niezwykle miły list przysłał nam pan Wojciech Dworzański, który odnalazł na naszej stronie zdjęcia swoich przodków. Mowa o wpisie "Koledzy na Moście"  . Dzięki uprzejmości Pana Wojciecha pozyskaliśmy również nowe zdjęcia i kolejny rozdział małej historii naszego Sochaczewa. Zapraszamy do lektury!

Mili  Sochaczewianie i nie tylko!

Na zdjęciu "kolegów na moście" ze zbiorów Pani Frej widzimy siedzącego na filarze mego ojca Aleksandra Dworzańskiego, a po jego prawej ręce Borysa, jego brata. Sprowokowało mnie to zdjęcie do wspomnień z dzieciństwa i historii mojej  rodziny. Właściwie mógłby to być szkic do scenariusza filmu historycznego o tytule: "Od kolei transsyberyjskiej w Niżnieudinsku do kolejki sejmikowej w Sochaczewie". Historia nasza zaczyna się podczas rewolucji 1905 r. w takcie której Ignacy Dworzański, (nota bene mój dziadek), drobny ziemianin z pod Sochaczewa, a dokładnie z Kompiny na tyle podpadł carskim władzom, że postanowiły zesłać go na Syberię. Trafił do Niżnieudinska (najbliższe duże miasto to Irkuck), gdzie został zatrudniony jako maszynista na kolei.Warunki tego zesłania były widocznie na tyle łagodne, że mógł tam założyć rodzinę i prowadzić prawie normalne życie. A za żonę wziął Ukrainkę, Ksenię Opoka, która przyjechała tam do rodziny na wakacje w 1906r. Mój dziadek musiał nieźle  jej zawrócić w głowie , bo zerwała zaręczyny z jakimś prawomyślnym kijowianinem, który jednak zażądał odszkodowania, zwrotu pierścionka itp. Ojciec jej zadośćuczynił tym żądaniom i wolna już Ksenia mogła wyjść za mąż za ukochanego polskiego zesłańca.

Żyli w tym Niżnieudinsku szczęśliwie i dochowali się pięciorga dzieci: Aleksandra (to mój ojciec), Borysa, Zenaidę, Heleny i Waleriana. Zdjęcie  tej rodzinki postaram się załączyć jako pierwsze. Spokojne życie tej rodziny przerwała rewolucja bolszewicka i wojna  domowa, która na tych terenach trwała najdłużej. Jakimś cudem wszyscy przeżyli. Mój dziadek Ignacy widocznie był zbyt cennym fachowcem dla walczących, by go zabijać. Władza tam przechodziła kilkakrotnie z rąk do rąk, ale ktoś przecież musiał prowadzić pociągi z wojskiem i nie tylko. Tym niemniej babcia Ksenia opowiadała mi, że gdy po kilku latach tej wymuszonej nieobecności dziadek wrócił do domu nie poznała go, tak był zniszczony, schorowany i postarzały. Ale przeżył  i wrócił !

Rodzina Dworzańskich w roku 1925r. Osoby na zdjęciu: siedzą rodzice: Ksenia i Ignacy, między nimi stoi najmłodsza córka Helena, stoją od prawej do lewej: najstarszy sy Aleksander, najmłodszy syn Walerian,córka Zenaida i syn Borys.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości udało im się wszystkim przyjechać w 1922 r. do Polski. Jako repatrianci zostali osiedleni na początek w Kutnie, gdzie dziadek dostał pracę, oczywiście maszynisty na kolei. a dzieciaki poszły do szkół. Po jakimś czasie, pewnie ze względu na stan zdrowia, zaproponowano dziadkowi lżejszą prace: maszynisty na kolejce sejmikowej w Sochaczewie,  Była to kolejka wąskotorowa, wiodła z Sochaczewa do Tułowic, gdzie parowozik stawał na mostku i pobierał wodę z rzeczki Łasicy, a potem, alternatywnie jechała dalej do Wyszogrodu lub do Piask Królewskich w Puszczy Kampinoskiej. Dla byłego maszynisty kolei transsyberyjskiej taka trasa była jak spacerek po obiadku. Przeprowadzili się więc do Sochaczewa, dostali domek na osiedlu przy kolejce (już go niema). Wojnę i okupację przeżyli wszyscy oprócz dziadka. Któregoś bardzo mroźnego dnia prowadził kolejkę na trasie z Tułowic do Sochaczewa, zatrzymali ją w polu żandarmi, słusznie podejrzewając (albo mając cynk), że pasażerowie wiozą różne produkty okolicznych wiosek na niedozwolony handel do miasta, wygonili wszystkich z wagonów dla dokonania rewizji i konfiskaty tych dóbr. Było to zimą, mróz był straszliwy, po kilku godzinach tego postoju dziadek wrócił do domu chory, dostał zapalenia płuc i zmarł. Potem rodzina zamieszkała na osiedlu baraków kolejowych, dostali połówkę baraku, położonego najdalej na wschód przy szosie na Bielice - Guzów - Żyrardów, od której oddzielał go spory ogródek, gdzie babcia uprawiała między innymi melony (pewnie ukraińskie wspomnienia). Dwa lata temu jeszcze stał, widziałem go jadąc nasypem wiaduktu, chyba ostatni, jedyny zachowany z całego dużego przecież osiedla. I wydał mi się taki mały!

Autor: Wojciech Dworzański

Ignacy Dworzański z synem Walerianem i córką Heleną no i oczywiście parowozik.

 

Moja ukochana przystań podczas obchodów "Święta morza" przed wojną - może jeszcze kiedyś taka będzie?

Znowu Jgnacy z parowozikiem i nieznanymi mi panami.

Aleksander Dworzański

Panny Zenaida i Helana Dworzańskie na tle bazyliki w  Łowiczu.

Panna Lidia Trawińska i ja, jej cichy wielbiciel. (Nad Bzurą)

Borys i Helena Dworzańscy z przyjacielem, panem Czesławem Wojno na spacerze od kościoła w stronę mostu.


Wszystkie zdjęcia pochodzą ze zbiorów p. Wojciecha Dworzańskiego

5 Responses to Dzieje Ignacego Dworzańskiego

  • Szanowni Czytelnicy, drodzy miłośnicy historii mego rodzinnego miasta.
    Wybaczcie mi błąd, jaki popełniłem, określając rok przybycia mojej rodziny z zesłania do Polski. Napisałem, że było to w roku 1929 zamiast w 1922, jak było naprawdę. Przepraszam.
    Panowie Redaktorzy tej strony!
    Proszę Was bardzo o skorygowanie tego błędu w wyżej zamieszczonym tekście, bo ja ze swojego komputera tego zrobić nie mogę (albo nie umiem) a wielka i ważna to pomyłka.
    Czytając ten ten tekst dziś raz jeszcze należycie uważnie zauważyłem kilka błędów ortograficznych i literówek, za które się wstydzę a nie chciałbym aby dalej irytowały one czytających. Proszę więc Panów o wprowadzenie
    niezbędnych poprawek. Przepraszam i dziękuję.
    A przede wszystkim dziękuję Wam za „Stary Sochaczew,”, za to co i jak tu robicie, cześć Wam i chwała.
    Wojciech Dworzański

  • Kochani Wojciechu i Krysiu,bo wiem ,że bez Twojego „udziału” ten tekst by nie powstał,GRATULACJE i podziękowania.Krzysztof.

  • Bardzo dobrze, że gdzieś to zostało zapisane. BRAWO! Jeżeli można to proszę o więcej.

  • Dziękuje za świetne z wdziękiem napisane wspomnienia. Dzięki takim listom nasi bliscy są znowu aktywni w naszym życiu. Wyszło znakomicie. Myślę że to dobry pomysł żeby uznać Twój list za pierwszy z cyklu i trzymać kciuki że wkrótce przeczytamy następne. Zwłaszcza że tematów Ci nie zabraknie a lekkość Twojego pióra już poznaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *